fbpx

Dzisiejszy wpis blogowy został podzielony na dwie części. 

W pierwszej opowiem o swoich doświadczeniach z drukarką spożywczą, z wydrukami i programem, na którym pracuję. W drugiej części ekspertka Biznesu na Słodko, Kasia Wojtowicz, opowie o tym jak na wydruki, barwniki spożywcze itp patrzy sanepid. Czy można drukować na zwykłej drukarce? Rozwiewamy wątpliwości.

Okiem Uli Stępniak: 

Drukarkę spożywczą kupiłam w 2017 roku. Wtedy właśnie doszłam do wniosku, że miesięczne koszty, jakie ponoszę na wydruki z zewnętrznej firmy są tak duże, że pokryją leasing sprzętu. 

Drukarka: 

Wtedy na rynku nie było zbyt dużego wyboru. Zdecydowałam się na drukarkę Decojet Elite A4. To była jedyna drukarka, która posiadała atest, a na tym mi zależało. 

W sklepie sweet decor, w którym kupiłam drukarkę, można też kupić odpowiednie do tego modelu tusze. 

Atest to jednak nie wszystko. Sprzęt nie jest idealny i trzeba sprawę postawić jasno: nie raz i nie pięć klęłam, że kupiłam tę właśnie drukarkę. Po kilku miesiącach pracy miałam już dość. Rurki doprowadzające tusz z kartridża do drukarki często się zapychały. Co chwila musiałam czyścić głowicę, co pochłaniało ogrom tuszu, a ten do tanich nie należy. Po roku odesłałam drukarkę do producenta i czekałam 2 kolejne miesiące na naprawę. 

Doczekałam się i faktycznie przez jakiś czas było lepiej. 

W tej chwili nauczyłam się już pracować z tą drukarką. Wiem, jaki błąd, co oznacza i co muszę zrobić. Wiem jak udrożnić te nieszczęsne rurki doprowadzające tusze, jak czyścić głowice i jak wyjąć zacięty papier. Kiedyś rozebrałam połowę drukarki, żeby wyjąć jakiś mały skrawek…

Teraz czekam już tylko kiedy moja drukarka wyzionie ducha i będę mogła kupić nową 🙂 

Wydruki:

Zazwyczaj drukuję na papierze cukrowym. Kupuję grubość 0.6 mm. Ta odpowiada mi najbardziej. 

Aby wydruk był ładny, miał nasycone kolory (które i tak są nieco bledsze, niż kolory ze “zwykłej” drukarki) ustawiam we właściwościach drukowania wysoką jakość. 

Później papier cukrowy docinam ręcznie lub za pomocą dziurkacza ozdobnego i za pomocą CMC naklejem na masę cukrową. 

Projekt wydruku: 

Od kilku lat korzystam z bezpłatnej wersji programu Canva. Mam tam możliwość bardzo dokładnego ustawienia wymiarów grafiki. Często przy wydrukach logotypów na babeczkach, które mają niewielką powierzchnię, walczę o każde pół milimetra. Dzięki Canvie jest to bardzo precyzyjne. W tym wpisie (https://ulastepniak.pl/jak-zrobic-logotyp-na-babeczki/) opisałam cały proces przygotowania i druku. Jedyne co się zmieniło to właśnie obróbka pliku w canvie 🙂

Okiem Kasi Wojtowicz, ekspertki od HACCP: 

Kolory, ach te kolory na tortach i ciasteczkach potrafią same do nas wołać. Cudnie to  wygląda kiedy drobne elementy loga, czy postaci są wiernie odwzorowane i niesamowicie podnoszą walory estetyczne słodkości. Wiem dobrze, że przychodzi taki moment kiedy każda torciara zaczyna myśleć o takich dekoracjach na swoich cudach. 

Opowiem o dwóch aspektach jakie są według mnie kluczowe dla zachowania bezpieczeństwa żywności przy wyborze metody pozyskiwania wydruków i samych barwników używanych do ich produkcji. Jak zawsze w naszej branży odnoszę się do konkretnych zapisów i wytycznych, które nakazują nam stosowanie się do odpowiednich rozporządzeń. Tak jest i w tym przypadku. Zatem wszystkie opisane poniżej przypadki rozpatrują tylko bezpieczne możliwości działania. Zatem do konkretów 🙂

Opcja nr 1: KUPUJEMY GOTOWY WYDRUK

Po pierwsze: wydruki na masie cukrowej czy papierze jadalnym możesz kupić już wydrukowane. Bywają dostępne gotowe na przykład w zestawach konkretnych postaci z bajek czy filmów – kojarzę takie zestawy z różnych firm. Dostępne są też takie na zamówienie, które “jakiś producent” wydrukuje specjalnie dla Ciebie i dostarczy w wyznaczonym czasie. Wtedy taką dekorację traktujesz jak zakup każdego innego surowca potrzebnego Ci do produkcji. O czym trzeba pamiętać żeby było bezpiecznie? Po pierwsze sprawdź dostawcę, Musisz mieć pewność, że tak jak Ty, produkuje bezpiecznie. Jeśli jest to duża firma, która funkcjonuje na rynku od lat, problem jest mniejszy. Jest też grupa “producentów” sprzedających takie usługi na platformach internetowych gdzie niekoniecznie w momencie oglądania oferty możemy mieć pewność jak to jest produkowane. Wtedy przed pierwszym zakupem proponuję poprosić na przykład o numer wpisu do rejestru czy podesłanie do wglądu karty produktu, jaki zamierzasz kupić. Prawdopodobnie jest to rzetelny sprzedawca, ale wydruk ma trafić na tort, który Ty sprzedajesz, dlatego lepiej to sprawdzić.

Najlepiej zapytaj też o certyfikaty dla użytych tuszy i opłatków oraz poproś o dołączenie lub przesłanie karty produktu do zamówionych wydruków. Wtedy już wszystko jest sprawdzone.

Co sprawdzić w takiej karcie produktu?

  • jakie barwniki są zastosowane do przygotowania wydruku,
  • jaki i czy jest termin przydatności lub termin minimalnej trwałości wydruku, 
  • w jakich warunkach należy przechowywać wydruk przed umieszczeniem go, np. na torcie.

Twoja dokumentacja jakościowa nie wymaga aktualizacji, dekoracje wydrukowane traktujemy jak surowiec do produkcji. 

KUPUJEMY DRUKARKĘ I DRUKUJEMY

Taka opcja jest oczywiście dużo bardziej wygodna niż zakup gotowego wydruku. Można zwymiarować i drukować dopasowany kształt, zrobić w razie poprawki i co najważniejsze – nie trzeba czekać na dostawę. ALE!!! trzeba kupić drukarkę i osprzęt do niej, a to już wymaga konkretnych decyzji i też nakładów finansowych, a także miejsca gdzie owo urządzenie może być bezpiecznie umieszczone.

Opcja nr 2: ZWYKŁA DRUKARKA

Jest dostępna w sklepie elektronicznym – to stosunkowo najtańsze urządzenie.

Zdarza się, że oferowane na rynku drukarki atramentowe mogą być wyposażone i uzupełnione o tusze jadalne. Musisz sprawdzić i upewnić się, że są dostępne są kartridże kompatybilne z wybraną drukarką, a drukarka może drukować na grubszym papierze, bo opłatki czy papier cukrowy są grubsze niż kartki papieru.

Tusze uzupełniajace też często są sprzedawane także jako polecane dla drukarek danego producenta. Wynika to z tego, że ich gęstość jest lepiej dostosowana do pracy z dyszami i głowicami danej drukarki. Jeśli zdecydujesz się na taką opcję, pamiętaj, że drukarka musi być przeznaczona tylko i wyłącznie do wydruków jadalnych. Jeśli chodzi o atesty – produkowane są od dawna kasety z barwnikami do konkretnych drukarek tych “zwykłych”, zatem skoro tusze dopuszczone są do obrotu (na stronach GIS nie ma informacji o wycofaniu ich ze sprzedaży) uznajemy, że jest na to zgoda Inspekcji Sanitarnej i wszystko odbywa się legalnie. Ale… nie wolno zatem kupić takiej drukarki używanej, nie będziesz mieć wtedy pewności, czy nie pracowała na zwykłych tuszach. Nigdy też zwykłych tuszy nie umieszczaj w swojej drukarce. Nie da się oczyścić i usunąć substancji zawartych w tradycyjnym tuszu.

Opakowania z tuszem jadalnym kupujemy dedykowane do konkretnej drukarki i powinny być one już z atestem, a sama zawartość jako barwników opisana składem.

Co z naszą dokumentacją, czy coś trzeba zmieniać? Mamy nowe urządzenie w naszej kuchni domowej czy pracowni. Należy zapisać instrukcję jego regularnej konserwacji oraz zastanowić się, jakie zagrożenia mogą wynikać ze stosowania takiego sprzętu.

W tym miejscu zrobię przerwę i odniosę się do słów Uli o dyszach i głowicach i nerwach przy drukowaniu i czyszczeniu. I to już niestety tak zwykle wygląda. Tusz jakim drukujemy na kartkach papieru ma w swoim składzie substancje, które udrażniają dysze i głowice. Tych składników nie ma w tuszach jadalnych, bo najzwyczajniej w świecie są szkodliwe. Z tego właśnie wynika, że wszystkie drukarki do opłatków płatają figle. Kwestią nawet nie jest problem drukuje czy nie drukuje, bo opłatek połamał się….ale jakość wydruku i brzydkie paski na opłatku. I co to oznacza dla nowego zakupu – nasza drukarka z opcji nr 2 powinna mieć wyciąganą głowicę. Można ją wtedy wyczyścić. W przypadku drukarek z opcji nr 2 producent może nie uznać reklamacji i nikt nam jej nie będzie naprawiał, tak jak naprawiał Uli przez 2 miesiące. Można też już kupić specjalne tusze lub zestawy czyszczące.

Wracamy do dokumentacji – w tuszach, barwnikach mogą występować jakieś alergeny jakich wcześniej mogło nie być w Twoich produktach – trzeba to sprawdzić i w razie uzupełnić. Dodatkowo przygotuj wykaz tych barwników jakie dodatkowo dostarczysz z produktem klientowi.

Opcja nr 3: DRUKARKA CUKIERNICZA

Urządzenie już droższe – tę opcję wybrała Ula.

Kupujemy urządzenie znacznie droższe, ale już od producenta otrzymujemy potwierdzenie – certyfikat dotyczący urządzenia i tuszy oraz możliwości drukowania na grubszym nośniku, a co za tym idzie, obsługę serwisową i gwarancję.  Ja niestety spotkałam się w większości z takimi urządzeniami włoskimi i awaryjnością chyba wręcz taką samą jak w przypadku urządzeń “zwykłych”. To, co odróżnia opcje 2 i 3 to to, że jeśli do drukarki cukierniczej stosujemy tylko i wyłącznie oryginalne tusze, możemy liczyć na pomoc serwisu. To co było identyczne w obu przypadkach 2 i 3 – najlepsze jakości wydruki otrzymujemy wtedy kiedy drukujemy często – najlepiej codziennie. Jeśli są przerwy w drukowaniu to bardziej niż pewne jest stopniowe zapychanie i konieczność czyszczenia. Są wtedy dwie możliwości, albo drukujesz codziennie – co znaczy, że sama potrzebujesz bardzo dużo wydruków albo możesz drukować i sprzedawać takie wydruki. Bo skoro już inwestycja i drukować “trzeba” często to może dla kogoś jeszcze. I tu dokumentację należy uzupełnić nieco inaczej – oczywiście pojawia nowe urządzenie i jego instrukcja mycia i konserwacji. 

Planując sprzedaż wydruków należy jednak pomyśleć  o rozszerzeniu działalności, przygotowaniu etykiet i określeniu terminu przydatności gotowych wydruków. Jak określić ten termin? No nie da się tak do końca powielić terminu opłatka czy tuszu, bo połączone one razem mogą potrzebować zupełnie innego.

Opcja nr 4: PLOTER DRUKUJĄCY NA GOTOWYM PRODUKCIE

Tu papier waflowy czy cukrowy nie jest nam potrzebny.

Drukujemy bezpośrednio na produkcie. To opcja najdroższa – ceny urządzeń są zawrotne. Z mojej wiedzy na rynku jest dostępnych kilka ploterów – mają różne wymiary dla powierzchni druku, różne oprogramowania – jedne łatwiejsze drugie mniej. W przypadku chęci zakupu plotera, można poprosić o pokaz urządzenia i zwykle wtedy można sobie te urządzenia porównać i podejmować decyzję odnośnie zakupu. Możliwości pracy z ploterem są zdecydowanie szersze niż z drukarkami. Eliminujemy kompletnie wafelek i możemy drukować bezpośrednio na masie cukrowej, polewie lustrzanej, żelu, na czekoladzie, śmietanie czy nawet na cukrze pudrze. To wszystko już na gotowym produkcie. Możliwości przeogromne. W przypadku zakupu plotera i zmianach w dokumentacji mamy sytuacje do powielenia z poprzednich wskazanych przeze mnie przykładów. Czy stosujemy do dekoracji własnych wyrobów czy przygotowujemy wydruki na sprzedaż? Dokumentacja powinna zostać zaktualizowana.

Barwniki: szkodliwa szóstka

Urządzenia mamy omówione i chwila dla barwników w tuszach jadalnych i tu nie mam dobrych wieści. Może „Szóstka z Southampton” nie jest może tak bardzo znana, jak kultowa „Czwórka z Liverpoolu”, czyli zespół The Beatles, ale warto o niej wiedzieć. Jest to sześć barwników syntetycznych, które zostały uznane za substancje mogące mieć szkodliwy wpływ na zdrowie i rozwój dzieci. Czy wolno je stosować w produkcji? W Polsce wolno, ale trzeba informować klienta o tym, że produkt je zawiera. Dlaczego o tym wspominam przy drukarkach i wydrukach. Sprawdziłam, że duża część tuszy jadalnych w swoim składzie takie właśnie barwniki zawiera. A co za tym idzie informacja na etykiecie dla klienta powinna być wzbogacona o dopisek: może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie u dzieci”.  Nie będę tajemnicza i zaraz powiem co to za barwniki, bo niestety są szeroko stosowane. Są to: E110 żółcień pomarańczowa,  E104 żółcień chinolinowa, E122 azorubina/karmoizyna, E129 czerwień allura, E102 tartrazyna, E124 pąs 4R (czerwień koszenilowa). Jak stosować takie barwniki? Albo jak stosować barwniki syntetyczne? Koniecznie trzeba czytać etykietę do czego danego barwnika można użyć, a do czego nie. Odczytać dawkowanie i koniecznie się do niego stosować. Jeśli w razie dawkowania nie ma podanego stosuje się zasadę „quantum satis” co oznacza dodaje się tylko tyle ile jest niezbędne dla osiągnięcia zamierzonego celu. Myślę, że kwestia bezpiecznego stosowania barwników to temat, który zdecydowanie zasługuje na mocne rozwianie wątpliwości i pewnie powróci już niedługo co najmniej w kilku aspektach. 

O matko :), u mnie jak zawsze stttrrrasznie dddłłuuuggoooo – ale wątpliwości rozwiane… chcesz w razie o coś zapytać –  pytaj na TAJEMNICE SŁODKIEGO BIZNESU – odpowiem 🙂

Ula Stępniak

Ula Stępniak

Od 10 lat prowadzi pracownię cukierniczą Słodki Muffin w Warszawie. 

Autorka wielu tortów, m.in. dla Sir Paula Mc’Cartneya, kreatorka smaku i przedsiębiorczyni.

Na jej webinary zapisuje się co miesiąc ponad 1000 osób, a Facebookowe wyzwanie zgromadziło ponad 1000 uczestników zainteresowanych jej wiedzą o wycenie tortów. 

Jest autorką 6 ebooków, a także ponad 100 artykułów na blogu. Jej twórczość to połączenie najlepszych przepisów, wiedzy cukierniczej i praktycznych porad na temat prowadzenia słodkiego biznesu.

Pasję do robienia tortów łączy z byciem mamą dwójki słodkich łobuziaków oraz kibicowaniem meczom piłki siatkowej.

Kasia Wojtowicz

Kasia Wojtowicz

Praktyk od bezpieczeństwa żywności dla gastronomii

Witaj, to ja Kasia.

Na instagramie znajdziesz mnie jako Haccp_od_kuchni.

Założyłam swoją markę, gdyż zobaczyłam ogromną potrzebę edukowania na temat bezpieczeństwa żywności. Moja przygoda „z jakością” rozpoczęła się w rodzinnym Poznaniu, w którym uzyskałam tytuł Technologa Żywności, pracując jednocześnie w poznańskich cukierniach. Wiedza i doświadczenie sprawiły, że mogę edukować innych w zakresie bezpieczeństwa żywności i wspierać ich podczas trudnego procesu pierwszych badań, wniosków, orzeczeń, zaleceń i telefonów.

Moją misją jest pomaganie i wdrażanie zasad bezpieczeństwa żywności każdego dnia w całej Polsce – w każdym nawet najmniejszym biznesie gastro.

Dobrze wiem, że to, co najlepsze w polskim słodkim biznesie to rzemiosło, miłość i pasja!